Blog > Komentarze do wpisu
Wsrod lotosow i zlota (19.08- 22.08)

Kolejne 2 noce spedzamy w domu Hadzry w Srinagarze. Zwiedzamy hinduska swiatynie z V wieku przed nasza era na wzgorzu ponad miastem i slawne ogrody Mogolow, na szczescie nie wszystkie, a tylko 3. Wlasciwie niczym sie nie roznia, ale daja nam troche odpoczac wsrod zieleni, ktora nieczesto mozna podziwiac w indyjskich miastach. Pewnego wieczoru jedziemy z Garkiem i bratankiem “Mamy”- Radza na targ zrobic zakupy na kolacje, podczas gdy Ruda z Krisem spokojnie sobie odpoczywaja w cieply domku (!) Na idsyjskich i kaszmirskich targach mozna kupic absolutnie wszystko, poczynajac od ubran, przez klodki, buty, przyprawy, ogromne ilosci warzyw i slodyczy, mieso, ktore wybiera sie jeszcze za zycia tego miesa (wybieramy sobie kure, ktora sprzedawca najpierw wazy a dopiero pozniej zabija i kroi) az po smarzone korzenie lotosu, ktore swoja droga smakuja calkiem niezle. Plywamy lodka po jeziorze Dal, gdzie uprawiane sa lotosy. Moze to brzmi smiesznie, ale na wydzielonych na wodzie dzialkach ludzie maja swoje prywatne uprawy J, a od wlascicielalodki dostajemy naszyjniki z lilii wodnych. Cieszymy sie jednak troche z tego, ze wkrotce wyjezdzamy, bo “rodzinna atmosfera” zaczyna nam juz troche dzialac na nerwy, a nasz ostatni wieczor w Kaszmirze to spore rozczarowanie miejscowa, tak zwana, "goscinnoscia". Shakil, brat Hadzry,  ktory dzwonil wczesniej, zeby zapytac jak sie czujemy i czy podoba nam sie Srinagar, nagle dzwoni zeby poinformowac nas, ze mamy zaplacic po 2 tys rupii za dzien "wynajecia samochodu", czyli razem 14 tys rupii (!!!). To dla nas niezly szok, poniewaz na poczatku umawialismy sie na placenie za benzyne chyba ze sami uznamy, zeby dac mu wiecej. Oprocz tego placilismy za pobyt 4 osob z jego rodziny w Srinagarze, co tanie nie bylo, restauracje, a takze ich podroz nad jezioro Pangong. Mielismy dorzucic od siebie jeszcze troche, ale na pewno nie 14 tysiecy (ponad 900zl). Zaskakuje nas taka cena i nagla zmiana zachowania naszego kierowcy, ale postatawiamy rozwiazac to jutro rano, zeby nie psuc wieczoru (zwlaszcza sobie). Wyjedzamy o 6, wiec nie ma zbyt duzo czasu na klotnie i spory o pieniadze, a Garek po raz kolejny swietnie daje sobie rade z rozwiazaniem trudniej sytuacji. Przez telefon informuje Shakila, ze umowa byla inna i ze od poczatku mogl nas uprzedzic, ze zyczy sobie taka kwote, bo wtedy bysmy po prostu odmowili. Wrecza jego bratankowi mniej niz polowe rzadanej kwoty, ktora i tak chcielismy mu dac, a nastepnie we czworke ulatniamy sie na postoj samochodow, ktore woza pasazerow do Jammu. Po raz kolejny z Ruda cieszymy sie, ze chlopaki sa z nami w tej podrozy :)

8 godzin w drodze mija nam spokojnie, szczesliwie trafiamy na kierowce, ktory o dziwo nie wyprzedza na zakretach i nie trabi jak wariat, a tylko czasem (w Indiach to na prawde rzadkosc!). W Jammu przesiadamy sie do autobusu do Amritsaru i po kolejnym dniu w porozy docieramy w srodku nocy do miasta. Dostajemy lozka w dormitorium i niemalze od razu usypiamy. Rano Kris z Garkiem zalatwiaja bilety na pociagi do Delhi, Waranasi i Radzastanu, co na tutejszych dworcach zajmuje mase czasu (a my sie objamy :) a pozniej jedziemy w koncu do miejsca, z ktorego slynie Amritsar- zlotej swiatyni Sikhow. Za murami z bialego marmuru, na sztucznym jeziorze widzimy chyba po raz pierwszy w Indiach cos, co robi na nas ogromne wrazenie. Zlota swiatynia jest przepiekna, zbudowana z bialego marmuru, pokryta zlotem i bogato zdobiona. Otacza ja caly, ogromny kompleks budynkow takich jak kuchnia i jadlodajnia dla pielgrzymow i dormitoria do spania. Na razie spedzamy tu tylko godzine, bo mamy busa na granice Indyjsko- Pakistanska, 40 km od miasta. A to co tam sie dzieje jest na prawde warte zobaczenia! Jako turysci trafiamy do strefy dla VIP-ow, po stronach obu panstw sa wybudowane spore trybuny i leci muzyka. Pakistanczykow jest zdecydowanie mniej, ale za to Hindusow  mnostwo. Cale przedziwne widowisko zaczyna sie od biegania do bramy granicznej z flagami Indii, na co decyduja sie takze Garek i Ruda. Pozniej mase Hindusek tanczy radosnie w poblizu bramy, a na koniec zabawnym krokiem po obu stronach granicy paraduja rzolnierze i pogranicznicy. Na chwile nawet brama zostaje otwarta i pograniczniczki z obu panstw podaja sobie rece. Tak specyficznego widowiska nigdy wczesniej nie widzielismy, zwlaszcza jesli chodzi o przejscie graniczne! wracamy o 21 zobaczyc zlota swiatynie noca i po ok 40 minutach w kolejce udaje nam sie wejsc do srodka, niedlugo przed jej zamknieciem. Kolejny dzien to takze kolejna, dluga podroz- znow do naszego punktu przerzutowo- przeladunkowego – Delhi. Spedzamy tam jednak tylko chwile, ktora wystarcza nam na zmienienie zawartosci plecakow. Znow mylimy stacje kolejowe i prawie w ostatniej chwili docieramy do wlasciwej- Old Delhi i rozpoczynamy 18 godzinna podroz do Waranasi.

A.

Amritsar - zlota swiatyniaGranicaGranicaJak zrobic swieto z zamykania granicyAmritsarAmritsar - zlota swiatyniaAmritsar - zlota swiatyniaDal lake - Sringar. Naszyjnik z kwiatu lotosu:)Dal lakeLotosy, wszedzie lotosySrinagar Mughal GardensSrinagar Mughal GardensSrinagar Mughal GardensSrinagar - houseboats!

czwartek, 01 września 2011, paszteciarze

Polecane wpisy